

ŚWIĘTE TATUAŻE |
| SACRED TATTOOS
”Człowiek bez tatuaży jest niewidzialny dla Bogów”
“A man without tattoos is invisible to the Gods”
| Projekt WIDZIALNI DLA BOGÓW to fotograficzna opowieść o duchowej, ochronnej i rytualnej roli tatuaży. Te tworzone z intencją stają się świętym ornamentem, głębokimi znakami zapewniającymi przewodnictwo i protekcję w życiu. WIDZIALNI DLA BOGÓW to wizualna baśń o kroplach atramentu łączących ludzi z Boskim Źródłem Życia — z Wielką Tajemnicą. To emanacja zesłanej mi ponad trzy lata temu wizji do snucia artystycznej opowieści o byciu widzianym i byciu chronionym.
Weszłam na tę ścieżkę. Dziękuję Piotrowi Szotowi, od którego wiele się zaczęło. I Honoracie, że stała się tą pierwszą.
The VISIBLE TO THE GODS project is a photographic narrative about the spiritual, protective, and ritual role of tattoos. Created with intention, they become sacred adornments, profound symbols providing guidance and protection in life. VISIBLE TO THE GODS is a visual fable about drops of ink connecting people with the Divine Source of Life — with the Great Mystery. It is an emanation of the vision sent to me over three years ago to weave an artistic story about being seen and being protected.
I have embarked on this path. I thank Piotr Szot, who started so much. And Honorata, for becoming the first. |
Agnieszka
INTENCJA | INTENTION



Wierzysz w nią albo nie. Korzystasz z jej mocy albo nie. Wybierasz.
Ja od zawsze - kiedy tylko miałam wybór, by nadać czemuś moc, sens, by uwierzyć w magię - wybierałam właśnie ten kierunek. I to on, krok po kroku, zaczął prowadzić mnie ku coraz większej sprawczości i świadomemu nawigowaniu własnym życiem. Świadomym nawigowaniem nazywam moment, w którym przestaję dryfować między zdarzeniami, a zaczynam poruszać się w nich z intencją. Intencja przychodzi z brzucha. Przychodzi i mówi: powołaj mnie do życia w tym świecie. Zmaterializuj mnie. A kiedy przemawia - słucham. Zawsze prowadzi mnie ku doświadczeniu chwili: ku byciu obecną, żywą, czującą. Nadaje sens.
Na przestrzeni lat zauważyłam, że wszystkie momenty naprawdę wielkiego zachwytu, tęsknoty, pragnienia - te, które pojawiały się we mnie spontanicznie, bez planu, bez strategii - były niczym innym jak nagłymi, potężnymi decyzjami serca. „Tak, chcę.” Bez dopuszczania do głosu logiki. Bez pytania „jak”. I niemal zawsze - materializowały się. To, co wówczas się we mnie objawiało, było czystą intencją, impulsem życia.
Kiedy odkryłam tę potęgę, zaczęłam próbować korzystać z niej bardziej świadomie. Zaczęłam zapraszać te momenty do swojego życia - zwłaszcza tam, gdzie czułam utknięcie, potrzebę zmiany, wzrostu albo wsparcia. Metod jest wiele. Dla mnie jedną z najmocniejszych - szczególnie w sprawach naprawdę dużej wagi, w których inne drogi zawodziły - okazał się tatuaż rytualny.
Nie wiem, jak to się stało, że tatuaż przestał być dla mnie jedynie obrazem, ozdobą na skórze. Pamiętam jednak bardzo wyraźnie pierwszy moment, w którym podeszłam do niego rytualnie. Była to klatka piersiowa, tatuaż wykonany handpoke'iem. Sama stworzyłam dla siebie rytuał. Pamiętam intencję. Pamiętam, że komunikacja z artystką była utrudniona - nie mówiłyśmy w tych samych językach, natomiast patrząc na nią, na jej studio, jej prace, byłam przekonana, że jest połączona z Wielkim Duchem i że jej prace mają pod sobą tę głębszą warstwę. Pamiętam też zdziwienie, gdy długo po wszystkim przeczytałam na stronie tatuatorki, że ona „po prostu zdobi ciało”, nie prowadzi żadnych ceremonii, że dla niej tatuaż to po prostu wzór - ozdoba. Dla mnie po raz pierwszy był to tatuażowy akt przejścia.
Później były jeszcze dwa tatuaże wykonane w podobny sposób. Dla tatuatorów - kolejne projekty. Dla mnie - potężne rytuały zmieniające moją rzeczywistość. Co ciekawe, przed każdą z tych wizyt znałam przynajmniej fragment wzoru. Czasem był to tylko zarys, czasem większy element. Za każdym razem jednak musiałam zobaczyć to, po co idę. Nie wyobrażałam sobie nie wiedzieć, co pojawi się na moim ciele.
A potem poznałam Piotra i świat tatuażu zmienił się dla mnie bezpowrotnie. Do dziś nie spotkałam innego tatuażysty rytualnego, przy którym mogłabym tak głęboko zanurzyć się w sferze ceremonialnej i przy którym całe moje bycie byłoby absolutnym rozluźnieniem i zaufaniem - do tego stopnia, że naprawdę czuję, że staję się po prostu płótnem i mogłabym tatuaż przyjąć z zamkniętymi oczami, nie widząc wcześniej wzoru. I wciąż byłabym przekonana, że otrzymam to, co dla mnie najlepsze.
Nie umiem mówić obrazami, dlatego tak niezwykle ważne stało się dla mnie to, że poprzez opowieść o wartościach, intencji, o tym, co dla mnie ważne i z czym chcę pracować - poprzez wspólne wejście w medytację, w podróż z bębnem, stworzenie wspólnego pola - obrazy objawiają się Piotrowi. Dokładnie takie, które mnie zachwycają. Indywidualnie dopasowane do mnie i do mojego ciała.
W ten sposób powstały tatuaże na mojej szyi, nodze… ale także na czole. Kiedy na nie patrzę, mam wrażenie, że były ze mną od zawsze. Jakby nie zostały dodane, lecz wydobyte. Uwidocznione. Sam proces tatuowania jest wielowymiarowy. Jest w nim dużo rozmów, zwyczajności, czasu, który z zewnątrz może nie wyglądać na uświęcony. A jednocześnie są momenty - i jest ich wiele - w których pojawia się ból. Ból, który sprowadza mnie głęboko do czucia ciała, głowa pustoszeje, jestem w pełnym połączeniu z oddechem - w głębokiej medytacji, modlitwie. To są te momenty, w których przypominam sobie, po co leżę na tym stole i najmocniej łączę się ze swoją intencją. Jest w tym procesie dużo widzenia: moich wartości, potrzeb, zmagań. Wejście w ten proces - wymaga ode mnie ogromnej otwartości i odwagi. A jednocześnie daje poczucie wielkiej mocy bo w tym momencie nie pracuję już sama. Jestem wspierana, czuję, że na czas ceremonii temat, z którym przychodzę, staje się ważny nie tylko dla mnie. Oboje modlimy się w tej samej intencji.
Kiedy tatuaże są już na moim ciele, nie widzę ich. Patrząc w lustro, widzę po prostu siebie. Ale ciało pamięta. Są miejsca, w których ból był największy, które pamiętają igłę i moment. I czasem bardzo subtelnie przypominają mi historię tworzenia. I intencję.
Myślę, że poddając się temu procesowi bez wiary w możliwość przemiany, nic się nie wydarzy poza tym, że będziemy nosić piękną ozdobę. Ja wybieram wierzyć. Ból otwiera próg. Krew zaprasza zmianę. Symbol kotwiczy intencję w materii. I dzieją się cuda. Pojawiają się odpowiedzi, które nie przychodziły latami. Klarowność. Zmiany, które z perspektywy umysłu wydawałyby się niemożliwe.
Dla mnie tatuaż rytualny jest drogą rozwoju. Drogą wzrastania. Drogą stawania się najbardziej prawdziwą wersją siebie.
Honorata | Ecstatic QI

WIZJA | VISION



KREACJA | CREATION



UCIELEŚNIENIE | EMBODIMENT





Wszystkie moje projekty rodzą się z wizji. Sama wizja bez kreacji pozostaje jedynie myślą, która nieucieleśniona rozlewa się od wewnątrz. To, co zostało zasiane i dojrzewa, musi w swoim czasie się narodzić.
Projekt, który zasiał się w mojej głowie i w sercu ponad trzy lata temu na festiwalu Dreamersland, teraz nabiera wizualnego kształtu.
Swój wykład o tatuażach rytualnych miał wtedy Piotr Szot, a po festiwalowych polanach chodzili ludzie dumnie prezentujący na swych ciałach znaki kreślone jego ręką i igłą.
Zafascynowana weszłam na jego stronę, na której na tle zdjęcia z wodospadem na Bali widniało przywołane przysłowie borneańskiego plemienia Iban: THE MAN WITHOUT TATTOOS IS INVISIBLE TO THE GODS.
W jednej chwili pojawiła się wizja wielkiego projektu o WIDZIALNYCH DLA BOGÓW. Choć ja nie mam jeszcze ani jednej kropeczki, by czyniła mnie choć odrobinę widzialną.
Od tamtego czasu tu i ówdzie opowiadałam o tym projekcie, pisałam wnioski, ale nadal się nie wydarzał. Może najpierw musiałam sama odbyć podróż na Bali i na Borneo, by dopiero pewnego grudniowego dnia towarzyszyć Honoracie / Ecstatic QI w jej ceremonii czynionej przez Piotra gdzieś daleko na izerskiej ziemi.
Wierzę w koincydencje, w te drobne zbiegi okoliczności, które sprawiają, że nasze działania nabierają znaczeń. Wierzę, że spotykamy konkretnych ludzi w naszym życiu nie bez przyczyny. I że tego zimowego dnia wszystkie małe zawirowania losu spotkały naszą trójkę właśnie tam.
Ty także tutaj trafiłaś/-eś z jakiegoś powodu i cały szereg małych zdarzeń doprowadził Cię do mnie i do mojego świata słów i obrazów. A skoro tu jesteś, rozgość się. Kto wie, może w następną fotograficzną podróż wyruszymy razem.
To już ten czas. Jutro ujrzą światło dzienne kolejne kadry, które powstały podczas sesji Honki i Piotrka. Część z nich możecie już obejrzeć na stronie projektu (link w komentarzu).
Nie mogło się to stać również bez tego boskiego logotypu, nad którym pracowała mistrzyni kropek i kresek - Adyszk.
| Agnieszka Cytacka


