Kopiowanie treści zabronione.
Skontaktuj się ze mną w celu ustalenia zasad współpracy.

Edyta Zajdlic | Kamienica Acta Est Fabula

0
0
0
0
0
0
0
0

Edyta Zajdlic | Kamienica Acta Est Fabula

Mimo że jestem małomiasteczkową osobą, która spędziła dzieciństwo na podwórku, na trzepaku albo obdzierając nogi na drzewach w parku, nie jest mi wcale trudno docenić krajobrazy wielkomiejskie. Zachwycam się architekturą łódzką – wszystkimi kamienicami i tymi ładnymi, i tymi brzydkimi. Relikty poprzedniego wieku mają szczególne miejsce w moim sercu. Znajomi mówią, że mam starą duszę. Wracam do lat minionych, niekoniecznie takich, w których żyłam. Lubię obserwować ludzi na ulicach, często o nich piszę (choć tylko do szuflady), szukam historii i wzruszeń, szperając w sklepach z antykami, lumpeksach i antykwariatach. Słucham, patrzę, zapisuję i chłonę.

Lubię pisać ręcznie, bo papier nie zapomina. A zapominanie u człowieka jest procesem naturalnym – my nie możemy wszystkiego pamiętać. Miejsce na ulicy Jaracza, które wybrałam do sesji, jest opuszczone, ale wyróżnia je ten intrygujący napis. I jest to ten rodzaj symbolicznej rewitalizacji miasta, jaki lubię najbardziej. Ta kamienica to pomnik (nie)pamięci i jednocześnie obiekt, który jest jakby w zawieszeniu interpretacji. Można dopisać sobie do niego wszystko, ale nikt nie wie, jak było naprawdę.

Mieszkam teraz tu po sąsiedzku z tą kamienicą. Jest dla mnie ważna, bo jest taka goła i prawdziwa, taka wręcz przeraźliwie szczera. Jej wewnętrzne ubóstwo nie jest pokryte zbędną ozdobnością fasady, jest tylko ten surowy napis, który skłania do refleksji. Mnie skłonił. Jak zobaczyłam go po raz pierwszy jakieś trzy lata temu (został stworzony na potrzeby projektu artystycznego), zaczęłam zastanawiać się nad analogią pomiędzy teatrem a życiem. To właśnie wtedy sięgnęłam m.in po teksty Ervinga Goffmana, który w pewien sposób ukształtował mój światopogląd, nadał jakąś trajektorię ruchów zainteresowań, wyborów w moim życiu.

Instalacja artystyczna także jest znamienna dla tego miejsca, które wybrałam. "Fifi Zastrow. Acta est fabula" z projektu "Invisible in visible" Anny Leśniak to jedna z prac, które zostały zrealizowane na opuszczonych budynkach łódzkich, a punktem wyjścia do nich były historie kobiet, które żyły w Łodzi. Historie wielowymiarowe, które uległy zapomnieniu, a które wręcz potrzebowały, by je przypomnieć w kontekście współczesności. Ta na Jaracza dotyczyła Fifi Zastrow – postaci niejasnej, ale szalenie ciekawej z powodów tożsamościowych. Kobiety–artystki, aktorki podobno pochodzenia żydowskiego i jednocześnie gwiazdy w nazistowskim teatrze propagandowym. Moją uwagę w jej historii szczególnie przyciąga jej uwikłanie w rolach i tych życiowych, i tych teatralnych. Kiedy grała, a kiedy żyła naprawdę? Kiedy sztuka jest skończona?


Lubię w tym projekcie wątki, które łączą moje bohaterki. Edyta – animatorka kultury, wrażliwa, nieco chaotycznie poszukująca swojego miejsca dusza – wybrała kamienicę, którą przed paroma laty przestrzenią swojej instalacji artystycznej uczyniła Anka Leśniak. Obie panie znajdują się w Atlasie, a w tle Fifi Zastrow. Taki kobiecy miejski palimpsest.

Edycie przyśnił się sen. Stała na rogu Jaracza i Kilińskiego w szlafroku i domowych kapciach, czując się przez krótką chwilę autochtonką. Pomyślałam, że skoro moje zaproszenie tak głęboko przenika do podświadomości, to trzeba to senne marzenie spełnić. Ostatecznie z naszej sesji najbardziej uwagę przykuwa czerwony peniuar, który w kryzysowych momentach mógłby służyć za wieczorową sukienkę. Zapewne nie raz w ten sposób musiała sobie radzić Fifi.

Agnieszka Cytacka | Łodzianki. Atlas Piękna

GALERIE